#5 Niedziela dla włosów

Hello Sweethearts!

Prawie udało mi się w tym tygodniu wstrzelić w niedzielę, jest czwartek ;) Za chiny ludowe nie potrafię sobie tak rozłożyć pielęgnacji, żeby niedziela dla włosów była w niedzielę, nie wiem jak Wy to robicie! :D
Zapraszam więc na Dzień Pielęgnacji z Dzezabell :)


W niedzielę wieczorem naolejowałam włosy od ucha w dół babydreamem, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek. Ostatnio zapuściłam się w ich zabezpieczaniu i chyba wychodzą tego efekty. Mimo podcięcia ok 4 czy 5cm są szorstkie, sztywne, jakby pokarbowane i niemiłosiernie się plączą (dokładnie takie same były po przeproteinowaniu hydrolizowaną keratyną) ale odrzuciłam wszystkie proteiny, bo moim włosom nie służą, więc domyślam się, że są po prostu mega przesuszone. Całość zaplotłam w dość ciasny warkocz francuski, dzięki czemu mogłam przesiedzieć z olejem na głowie do samego rana w pracy ;)
Po tygodniu wcierania w mózg kozieradki mam już serdecznie dość jej zapachu, ale "na szczęście" poza aplikacją już go nie czuję, mój nos tak szybko się do rosołu przyzwyczaił. Nałożyłam więc jeszcze jedną warstwę i odczekałam godzinę, a potem umyłam włosy barwą pokrzywową z brązowym cukrem jako peeling skóry głowy. Długość potraktowałam balsamem na łopianowym propolisie nr 3 - po pierwsze, żeby nawet piana z barwy nie wpłynęła niekorzystnie na końcówki, a po drugie, żeby się go pozbyć.
Włosy odcisnęłam w ręcznik, żeby pozbyć się nadmiaru wody i wtarłam we włosy lnianą maskę Sylveco, która na swój debiut czekała miesiąc. Uznałam, że to dobry moment, żeby ją przetestować, zwłaszcza, że włosy zostały dość gruntownie oczyszczone. Całość zawinęłam koczek, podgrzałam suszarką i schowałam pod czepek. Całość spłukałam chłodną wodą.


W planie była jeszcze odżywka b/s Biosilk, którą dostałam w ramach współpracy kilka dni temu i jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi, ale efekt po masce sylveco był tak wspaniały, że nie chciałam już nic więcej nakładać.


Natomiast będąc we wtorek w aptece po wizycie u dentysty (zgroza!) udało mi się od pani farmaceutki wycyganić kilka próbek ;)


Włosy były po tych zabiegach idealnie gładkie, miękkie i sypkie, czyli takie, jakie nie były od dawna. Sądzę, że to zasługa lnianej maski, ale mam zamiar to dokładnie sprawdzić, bo po tym pierwszym razie śmiem twierdzić, że szykuje się must have :) Ponad to, dzięki brązowemu cukrowi skalp był ukojony i nawilżony, wręcz można było odczuć jaki jest miękki.

Dodatkowo, nieśmiało wtrącę, że dwa dni temu miałam taką małą rocznicę, a właściwie półrocznicę. Jesteście ze mną już od 6 miesięcy, 2 dni i od 50 postów! Dziękuję Kochane! Mam nadzieję, że będziecie jeszcze dłużej i będzie Was jeszcze więcej, dzięki czemu będę miała jeszcze większą siłę i motywację do walki o wspaniałe włosy :)

A Wy, co dobrego zrobiłyście dla swoich włosów?
Nie zapomnijcie dodać mnie do obserwowanych, żeby być na bieżąco z nowymi wpisami, jak również zalajkować fan page KLIK i instagrama KLIK