Drugie podejście do henny khadi...

Hello Sweethearts!

Wczoraj, korzystając z tego, że miałam aż 1,5 wolnego dnia od pracy (uroki pracy na 12h zmiany) i posiadając w domu dwie dodatkowe ręce Mojego Lubego, postanowiłam zrobić kolejne podejście do henny khadi ciemny brąz. O pierwszym farbowaniu henną pisałam niemal dwa miesiące temu w tym wpisie.
Tym razem, będąc mądrzejsza o doświadczenie i Wasze komentarze, postanowiłam spróbować po raz kolejny.
Co z tego wyszło okaże się za moment :)




Co zrobiłam inaczej?

Uzbrajając się w poszerzoną wiedzę i pamięć, co zrobiłam najprawdopodobniej nie tak, postanowiłam zmienić kilka rzeczy.
Po pierwsze: nie dodałam do mieszanki soku z cytryny, żeby nie wszedł w reakcję z indygo, jak poprzednim razem.
Po drugie: postanowiłam być bardziej cierpliwa, utleniając hennę niemal 9h, i trzymając na włosach pod czepkiem przez 4,5h + 1,5h nakładania papki.

Co się nie zmieniło?

Smrodek. Może jedynie zelżał, ponieważ zamiast tradycyjnego obornika, jak poprzednim razem, czuję wszędzie zapach mokrego siana.
Przesusz. Hennowy przesusz dopadł mnie po raz drugi, ze zdwojoną siłą. Coś strasznego.


12h po wysuszeniu włosów
Efekt.

Tym razem nie użyłam nawet kropli odżywki ani oleju na przesusz, a włosy wysuszyłam chłodnym nawiewem suszarki i rozczesałam TT dopiero na sucho. Włosy nie są ani bardziej miękkie, a już tym bardziej nawet leciutko pogrubione. Co więcej, ciągle widzę rudawe przebłyski, których za wszelką cenę chciałam się pozbyć.
Kolor też nie jest powalający, jedynie lekko pogłębiony, mimo iż liczyłam na przynajmniej delikatne przyciemnienie. Mam nadzieję, że kolor jeszcze wzmocni się w ciągu 2-3 dni, jak to henna ma w zwyczaju, ale mimo to obawiam się, że po myciu nie będzie już różnicy.
Wydaje mi się natomiast, że włosy bardziej błyszczą. Jednak podobnie jak w przypadku koloru, efekt ten potwierdzi się dopiero po myciu.

12h po farbowaniu, włosy kilkukrotnie rozczesane
Konkluzja.

Kolejnym razem zdecyduję się na znaną wszystkim wersję henny khadi, bo podejrzewam, że kupiłam inną (starą?) wersję i dlatego nie osiągnęłam efektu jaki powinnam. Może uniknę też tego sianowatego smrodku ;)
W dotyku włosy są ciągle strasznie suche i niemiłosiernie się plączą, ale poczekam z maską i olejem do kolejnego mycia, pojutrze, żeby nie zaburzyć "pracy" henny.
Zdjęcia robiłam ziemniakiem, ale widać o co chodzi :)

Macie może jakiś pomysł, jak uniknąć hennowego przesuszu?
Albo macie swoje sprawdzone techniki farbowania henną, które Was nie zawodzą?