Hello Sweethearts!
Jak ostrzegałam, moje Dni Pielęgnacji z Dzezabell nie będą pojawiać się w niedziele. Jak zauważyłyście, w zeszłym tygodniu nie udało mi się opisać pielęgnacji w ogóle, ze względu na pobyt w Poznaniu KLIK, a w tym tygodniu wypadł w okolicach późnego, poniedziałkowego wieczora, gdyż w niedzielę cały dzień byłam w pracy. Nie tłumaczę się, uprzedzałam, że tak będzie ;)
Pielęgnacja była dość szybka, acz musiała być treściwa.
W weekend mój Luby odprawiał urodziny, więc jak na jego prawą rękę przystało, musiałam wyglądać reprezentacyjnie, a w tym celu postawiłam na loki :)
Moje włosy bardzo krótko trzymają skręt, dlatego musiałam je odpowiednio przygotować. Na świeżo umyte u wysuszone włosy nałożyłam odżywkę w spray'u Gliss Kur, o której wspominałam TUTAJ, a następnie zawinęłam włosy na dwóch opaskach. Loczki wyszły bardzo drobne, ładnie
skręcone i miękkie. Niestety jedyne zdjęcie jakie może ujrzeć światło
jest dość niewyraźne, a kto śledzi mój instagram już pewnie je widział,
ale dla poglądu, jest ono tutaj KLIK. Fryzurka utrwalona została profesjonalnym lakierem CHI, który dostałam w prezencie na spotkaniu, o którym pisałam ostatnio. (P.S. Chciałybyście zobaczyć fotograficzny unboxing paczki, którą dostałam? O odpowiedzi proszę w komentarzach) Byłam szczerze zaskoczona, kiedy włosy w nieco spłaszczonej formie przetrwały nawet deszcz :)
W tej formie włosy musiały przetrwać całą pracującą niedzielę i pół poniedziałku, splecione jedynie w warkocz francuski.
Mizerne pukle delikatnie rozplątałam z warkocza i jeszcze delikatniej rozczesałam, ale na TT i tak został pokaźny włosowy "dywanik". To był przykry widok, ale nie zaskakujący, domyślam się, że sporo włosów mimo delikatności musiałam sobie wyrwać. Następnie naolejowałam długość olejem ze słodkich migdałów, który włosy piły jak szalone, wydaje mi się, że wylałam na nie około 4 lub 5 łyżeczek, a one nadal były suche i lekko sztywne. Zawinęłam je w koczek i wciągnęłam się w lekturę książki do tego stopnia, że zrobiła się niemal północ, więc poszłam myć ;) Planem był babydream metodą kubeczkową, ale po którymś z kolei wylaniu rozwodnionego szamponu na głowę i jego zniknięciu, wycisnęłam po prostu szampon na dłoń i umyłam skalp. (Czy Wy też musicie użyć tak ogromnej ilości tego szampony żeby zaczął się pienić?) Po dokładnym spłukaniu i odciśnięciu włosów z wody, na długość nałożyłam Banię Agafii - blask i elastyczność, łącznie ok 2 sporych orzechów włoskich. Takie włosy zawinęłam w koczek, wsadziłam pod foliowy czepek i czepek kąpielowy z frotty i trzymałam ponad godzinę. Wszystko przez książkę.
Podczas ostatniego płukania, wydawało mi się, że włosy stały się bardziej mięsiste, co mnie zaskoczyło, ponieważ nieco bałam się przesuszenia ziołami Agafii. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale włosy szalenie długo schły. W końcówki wtarłam kurację keratynową B.app i mimo skuteczności, chyba je przeproteinowałam, bo są sianowate, szorstkie i sztywne (ale zniknęły białe kulki!) W każdym razie, muszę się temu bliżej przyjrzeć i na jakiś czas odstawić kurację.
Podczas ostatniego płukania, wydawało mi się, że włosy stały się bardziej mięsiste, co mnie zaskoczyło, ponieważ nieco bałam się przesuszenia ziołami Agafii. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale włosy szalenie długo schły. W końcówki wtarłam kurację keratynową B.app i mimo skuteczności, chyba je przeproteinowałam, bo są sianowate, szorstkie i sztywne (ale zniknęły białe kulki!) W każdym razie, muszę się temu bliżej przyjrzeć i na jakiś czas odstawić kurację.