Czekam, aż Luby wróci z pracy. Zupa się gotuje, więc mogę przysiąść z kubkiem jagodowego koktajlu i poczytać co ciekawego się zadziało w ostatnim czasie w beauty blogosferze. Kilka kliknięć i już widzę, że blogi szturmuje nowa Nivea Repair & Targeted Care. Jako, że szamponów mam jeszcze od zatrzęsienia i muszę je w końcu zużyć, dlatego na początek postanowiłam sprawdzić jak zadziała u mnie sama odżywka.
Opiszę dziś moje pierwsze wrażenie dotyczące tej odżywki, nie jest to pełna recenzja. Takowa pojawi się na blogu w późniejszym czasie, zapewne pod koniec buteleczki ;)
Jeszcze w sklepie, podczas zakupów, gdzieś między wyborem parmezanu i miodowego cydru stwierdziłam, że "tylko" powącham. I przepadłam. Pachnie kremem nivea. Tym prawdziwym, granatowym, oryginalnym kremem, który jest must have w łazience odkąd pamiętam. Po powrocie do domu postanowiłam nie czekać długo i wieczorem naolejowałam włosy amlą, kolejnego dnia umyłam szamponem biolaven i nałożyłam odżywkę. Jako, że jest to moja pierwsza odżywka od kilku lat, przeczytałam kilka razy jakże trudną instrukcję nałożenia na włosy i przytrzymania kilka minut na włosach :)
Efekt mnie po prostu powalił. Podczas spłukiwania włosy stały się jakby grubsze i bardziej mięsiste. Gdy wyschły wspaniale błyszczały, były miękkie i sypkie.
Póki co, użyłam jej tylko dwa razy, ale jestem zachwycona i ta Nivea z pewnością zagości w mojej łazience na dłużej.
Miałyście okazję używać już tej odżywki?
Przypadła wam do gustu tak samo jak mnie?