#1 Niedziela dla włosów i miesięczna aktualizacja

Hello Sweethearts!

W poprzednim poście pytałam Was, co sądzicie na temat wprowadzenia na bloga mojej formy niedzieli dla włosów. Bardzo się cieszę, że przyjęłyście mój pomysł z takim entuzjazmem. Nie będzie to jednak typowa NdW, ponieważ nie będę publikowała w niedziele, ale również w inne dni, w zależności od możliwości pielęgnacyjnych i czasowych ;)
A już dziś zapraszam na pierwszy Dzień pielęgnacji z Dzezabell oraz Miesięczną aktualizację.


Aktualizacja włosów - Październik 2015.

Olejowanie.

Tu niezmiennie królował Babydream fur mama. Po pierwsze próbuję wykończyć flaszeczkę, którą mam już chyba rok i denka nie widać, a po drugie bardzo go lubię. Moje włosy są po nim bardzo elastyczne, wygładzone i błyszczące.

Mycie.

Udało mi się skończyć księżniczkowy szampon, który opisywałam w tym poście. Używałam go zamiennie z balsamem nr 3 na łopianowym propolisie, barwą pokrzywową oraz recenzowanym już wcześniej w tym poście szamponem wygładzającym CHI enviro.

Odżywianie.

Miesiąc temu będąc na zakupach, do mojego koszyka wpadł (tak, tak, całkiem przez przypadek ;) ) litrowy Kallos Algae, mały Kallos Latte i Isana Professional Oil Care Effektiv - Kur. Na pierwszy ogień poszedł algae i już po pierwszym użyciu nie mogłam stwierdzić nic ponad to, że szykuje się kolejny Must Have, który prawdopodobnie przebije nawet mojego ulubionego Silk'a. Isanę kupiłam pokładając w niej wielkie nadzieje. Do tej pory użyłam ledwie dwa razy do tej pory, więc ciężko mi się wypowiedzieć, muszę ją poznać jeszcze w innych konfiguracjach.

Suplementacja.

Poza nieregularnym piciem pokrzywy (nic nowego ;) ) wcinam suplement  z biedronkowej promocji Vitalsss Plus Skrzyp Optima. Na początku bardzo mocno się trzymałam dwóch tabletek dziennie, ale ja jak to ja, teraz jem mniej więcej co drugi dzień.

Eksperymenty.

Pojawiał się peeling z cukru trzcinowego, który to ma więcej substancji odżywczych i nawilżających niż biały cukier. Nie za bardzo miałam czas, żeby jakoś bardziej cudować ;)

Jeżeli chodzi o plany na październik, które wymieniłam tutaj, część z nich udało mi się spełnić. Udało mi się również w sporym stopniu opanować wypadanie, prawdopodobnie za sprawą suplementu vitalsss, lub po prostu samo minęło dzięki matce naturze, porom roku czy fazom księżyca ;)
Skalp nadal mi się buntuje, ale też trochę mniej. Staram się dokładniej wypłukiwać szampon i rzadziej używać tych mocnych zdzieraków, oraz zdrowiej się odżywiać. Póki co, ciągle nie mogę niestety dojść do apteki, żeby kupić cerkogel i jakąś dużą butlę oleju rycynowego. Ale w końcu mi się to uda, z pewnością.

Po lewej zdjęcie z lampą, po prawej bez

Dzień pielęgnacji z Dzezabell

Tak naprawdę zaczął się już w piątkowy wieczór. Przed snem, w suche, rozczesane włosy wmasowałam babydream fur mama, objętościowo myślę, że mogło to być ok trzech łyżeczek herbacianych i zawinęłam w koczek.
Miałam zamiar umyć włosy kolejnego dnia przed południem, żeby w spokoju wyschły, ale sobota potoczyła się w ten sposób, że zmuszona byłam zapleść warkocz francuski (dopiero niedawno opanowałam jak mam go robić sama sobie, jestem taka dumna! :) ) i możliwość umycia włosów pojawiła się dopiero około północy z soboty na niedzielę. Jako, że dziś pracowałam od 7:30 do 19:30 postanowiłam jednak umyć włosy w nocy. Posłużyła do tego barwa pokrzywowa, ponieważ ostatnio zaliczyłam niezły przyklap po isanie, a barwa jest moim najlepszym zdzierakiem.
Odcisnąwszy wodę z włosów, wmasowałam w nie kallosa algae, ponieważ wiedziałam, że efekt będzie przewidywanie dobry. Całość zawinęłam w koczek i na głowę założyłam foliowy czepek, a na niego frottowy, różowy czepek, który mogliście zauważyć na instagramie ;) a całość trzymałam na głowie mniej więcej pół godziny.
Do płukania użyłam tylko chłodnej wody i zawinęłam całość w ręcznik.
Niestety, było już tak późno, że musiałam pójść spać z mokrymi włosami, żeby nie obudzić rodziców suszarką. Byłam jeszcze na tyle przytomna, żeby wetrzeć w końcówki serum arganowe, którego recenzja pojawiła się tutaj, w celu przynajmniej minimalnego zabezpieczenia mokrych włosów. Żeby jeszcze bardziej zminimalizować zniszczenia, położyłam bawełnianą koszulkę na poduszce, włosy przerzuciłam za nią, licząc, że będę spała równie spokojnie jak zawsze.
Rano włosy z tyłu oraz na czubku głowy były jeszcze wilgotne, a kosmyki przy twarzy spuszone (nie mogę sobie z tym poradzić), wtarłam kolejną porcję serum arganowego, delikatnie wyczesałam je szczotką tangle teezer blow styling - klik. Po chwili były już suche, miękkie i dociążone. Bardzo lubię efekt, jaki wywołuje kallos algae.


Zdjęcia zostały zrobione dopiero przed chwilą, ponieważ jak już pisałam, cały dzień byłam w pracy, Dzięki temu łuski zdążyły się już całkowicie domknąć, co sprawiło, że włosy są jeszcze bardziej miękkie i błyszczące. Kolor jest trochę przekłamany, ze względu na sztuczne oświetlenie, w rzeczywistości nie jest taki rudawy.

A jak Wam minął poprzedni miesiąc i dzisiejsza niedziela?


14 komentarzy:

  1. marzą mi się włosy takie jak twoje i o ile jakiś czas temu jeszcze takie miałam to teraz postanowiły się same kręcić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Włosy wyglądają fantastycznie :)
    P.S. Podoba mi się logo sama go robiłaś, w jakim programie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tak, zrobiłam je sama w programie picmonkey :)

      Usuń
  3. Też łykam ten suplement z Biedronki i mam nadzieję, że coś pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na długości włosy ładnie zareagowały na pielęgnację, ja coś bym jeszcze podziałała z końcówkami, żeby je bardziej jeszcze udało się wygładzić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale blask :) wygladaja naprawde swietnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna długość i ta gęstość! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, mam nadzieję, że z chęcią wrócisz tu znowu!

Buzi! :*